Dlaczego rżały emocje, a nie fakty?
środa 13 Maj 2026 · 5:30
Przez kilka tygodni w Piekarach Śląskich budowano obraz nadciągającej katastrofy - że bez nowego planu Ranczo przestanie istnieć, że po 30 czerwca konie trzeba będzie wyprowadzić, że wszystko zależy od jednego głosowania (absurdalna data 30.06 dotyczy daty wprowadzenia innego dokumentu planistycznego - planu ogólnego, który zastąpi Studium (termin zresztą przeniesiony już na 31.082026).
Opowieść była głośna, dramatyczna i powtarzana tak często, że zaczęła żyć własnym życiem. Aż do momentu, gdy pojawiły się dokumenty.
Interpelacja radnych. I odpowiedź Prezydent Miasta.
Wtedy emocje zderzyły się z faktami. I właśnie w tym zderzeniu widać, jak zwykły plan zagospodarowania potrafi zamienić się w lokalną burzę. Jak szybko opowieść o ratowaniu działalności może przykryć to, co naprawdę zapisano w planie. I jak łatwo emocje potrafią wyprzedzić dokumenty, które w tej sprawie są jednoznaczne. Dlatego warto na chwilę odłożyć narracje, komentarze, interpretacje i wrócić do podstaw. Do map, symboli, paragrafów i oficjalnych odpowiedzi Pani Prezydent. Bo dopiero tam widać, co naprawdę wydarzyło się w Dąbrówce Wielkiej (dokładniej na Dołkach)
FAKTY, KTÓRYCH NIE BYŁO W NARRACJI
Z odpowiedzi Pani Prezydent wynika jednoznacznie: działalność mogła być prowadzona, jest prowadzona i może być prowadzona dalej. Nie istnieje żaden „termin likwidacji”. Nie ma żadnego przepisu nakazującego usunięcie zwierząt. Nie ma żadnego zapisu, który uzależnia istnienie Rancza od przyjęcia nowego planu.
KLUCZOWA DZIAŁKA: CO BYŁO W TERENIE, A CO W DOKUMENTACH
Działka 2851/306, przedstawiana jako „serce problemu”, według dokumentów jest łąką. W planie z 2016 roku - teren zieleni. W projekcie nowego planu to już jest teren zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. To nie jest przestrzeń dla rozwoju stadniny. To jest przestrzeń dla zabudowy lub sprzedaży jako działki budowlanej. Co więcej; Prezydent wskazuje wprost, że zabudowania stadniny znajdują się na innych działkach, a tam rozbudowa zabudowy zagrodowej jest możliwa.
Czyli: miejsce, o które toczyła się cała publiczna narracja, nie było terenem stadniny. Było łąką, którą projekt planu zmieniał na teren budowlany - zabudowy mieszkalnej.
WIĘC O CO NAPRAWDĘ CHODZIŁO?
Jeżeli działalność nie była zagrożona, jeżeli konie nie były przeznaczone do usunięcia, jeżeli projekt planu nie dawał zabudowy zagrodowej, jeżeli kluczowa działka była łąką, a projekt zmieniał ją na teren budowlany, to trudno utrzymać tezę, że stawką były zwierzęta. W świetle dokumentów nie chodziło o konie lecz o o przeznaczenie terenu. I nie przeznaczenie terenu na stadninę. Ale na zabudowę mieszkalną
CO W TYM CZASIE ZNIKNĘŁO Z PIERWSZYCH STRON?
W projekcie planu znalazły się również zapisy o:
- dopuszczeniu wydobywania kopalin,
- zmianach w terenach zielonych,
- kierunkach rozwoju całej Dąbrówki Wielkiej,
- obszarach związanych z ochroną GZWP 329.
To są decyzje o realnym, długofalowym znaczeniu. A jednak to nie one dominowały w przekazie publicznym. Świadomie?
Z pełnym przekonaniem można stwierdzić że zabudowa mieszkalna wprowadzana m.in. na 1 ha terenu po byłej hałdzie rud cynku i ołowiu, czyli na terenie nie nadającym się pod tego typu zabudowę to odwrócenie uwagi od tych właśnie długofalowych zmian
WNIOSKI, KTÓRE WYNIKAJĄ Z DOKUMENTÓW
Interpelacja radnych oraz odpowiedź Prezydent Miasta pozwalają oddzielić fakty od narracji publicznej. Dokumenty pokazują, że kluczowa działka 2851/306 przedstawiana jako teren niezbędny dla funkcjonowania Rancza była i jest łąką, oznaczoną w obowiązującym planie jako teren zieleni. Projekt nowego planu zmieniał ją na teren zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej, a nie na teren zabudowy zagrodowej (LUB równie skutecznie, na teren zabudowy mieszkaniowo - usługowej). Z odpowiedzi wynika również, że działalność polegająca na wypasie koni mogła być prowadzona niezależnie od przyjęcia lub odrzucenia planu. Nie ma żadnego zapisu o terminie likwidacji ani obowiązku usunięcia zwierząt. Rozbudowa zabudowy zagrodowej była możliwa, ale na działkach, na których faktycznie znajdują się budynki.
Dokumenty potwierdzają, że wniosek właściciela o zabudowę zagrodową (bo na tym właśnie Panu Dawidowi zależy) nie mógł zostać uwzględniony, ponieważ byłby sprzeczny ze studium z 2022 roku, które przeznacza teren pod zabudowę mieszkaniową. Plan miejscowy musi być zgodny ze studium, inaczej zostałby uchylony. Plan nie może naruszać Studium. To nie to samo co zgodność, a w rozumieniu UM Piekary - identyczność: wewnętrzna sprzeczność dokumentu. Jeśli tekst Studium (część opisująca uwarunkowania) zauważa stadninę, nakazuje zachowanie ciągłości funkcji (ciągłość funkcji to również ciągłość zabudowy zagrodowej), a rysunek (kierunki) nagle wprowadza tam "osiedlową" zabudowę jednorodzinną (MN), to mamy do czynienia z tzw. wadą logiczną aktu).
Zmiana przeznaczenia działki z terenów zielonych na teren zabudowy mieszkaniowej to nie jest kosmetyczna korekta. To jest skok wartości. Łąka, która w obowiązującym planie jest terenem zieleni, po uchwaleniu nowego planu staje się działką budowlaną a to oznacza zupełnie inny poziom cenowy i zupełnie inne możliwości jej wykorzystania. Właściciel działki mógł, może i będzie nadal mógł prowadzić dotychczasową działalność. Jedynym realnym dylematem po ewentualnym uchwaleniu zmiany planu byłoby to, czy nadal wykorzystywać łąkę jako padok, czy potraktować ją jako działkę budowlaną o znacznie wyższej wartości rynkowej. To naturalna konsekwencja przekształcenia terenu zieleni w teren zabudowy mieszkaniowej: ziemia staje się atrakcyjna inwestycyjnie, a jej wartość rośnie wielokrotnie!
To właśnie dlatego zmiana przeznaczenia działki 2851/306 ma tak duże znaczenie. Nie dlatego, że przesądza o losie zwierząt: dokumenty jasno pokazują, że działalność może być kontynuowana. Klucz tkwi gdzie indziej:
– jaką funkcję teren będzie pełnił w przyszłości i jaką wartość rynkową osiągnie?
– co dzieje się na działkach sąsiednich?
I tu pojawia się zasadnicza kwestia: studium z 2022 roku zostało zaprojektowane w sposób, który:
– otwiera drogę do wznowienia wydobycia rud cynku i ołowiu;
– niszczy tzw. sukcesję naturalną – zieleń odbudowaną na terenach pogórniczych;
– oraz… otwiera drogę pod zabudowę mieszkaniową: najbardziej dochodowy kierunek dla rynku.
To nie jest decyzja Pana Dawida. To efekt tamtych ustaleń planistycznych, które nadały temu terenowi zupełnie inny potencjał niż działalność, którą prowadzi. Właściciel musiał przyjąć konsekwencje ustaleń Studium z 2022 roku tym samym możliwość zabudowy padoku stracił już w 2022 roku. Co zyskał? - wzrost wartości tego terenu w przedziale 300-1000%.
Co stracili Mieszkańcy i Sympatycy „Rancza”? - oni tak naprawdę wszystko co do tej pory „wynosili” z tego miejsca: ciszę, spokój, kontakt ze zwierzętami, zieleń i dotychczas dobre sąsiedzkie relacje skutecznie zantagonizowane przez PR-owych speców.
Polecamy lekturę interpelacji oraz odpowiedzi na nią – wszystko czego nie było w w mediach.
