Przejdź do treści

MECHANIZM UNIKU.

Pomiń menu
Pomiń menu

MECHANIZM UNIKU.

PiekaryOK
wtorek 07 Kwi 2026 · Czas czytania 4:15
 
Od lat władze Piekar Śląskich przedstawiają problem nielegalnego składowania odpadów na ul. Konarskiego jako starcie z „mafią śmieciową”. To określenie nie pochodzi od mieszkańców ani mediów - pojawiało się w oficjalnych komunikatach miasta, w wypowiedziach prezydent Sławy Umińskiej‑Kajdan oraz wiceprezydenta Krzysztofa Turzańskiego. Władze opisywały „zorganizowane układy”, „parasol ochronny”, „sieć powiązań” i „mechanizmy blokujące działania miasta”. Straszne sprawy.
Jednak gdy mieszkaniec miasta poprosił o udostępnienie dokumentów potwierdzających działania urzędu, odpowiedź władz okazała się zaskakująca. Zamiast transparentności pojawiły się formalne bariery, ogólnikowe stwierdzenia i sugestie, że część informacji może… nie istnieć.

W marcu 2026 r. mieszkaniec Piekar Śląskich złożył wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej działań miasta w sprawie odpadów. Wniosek obejmował m.in.:
  • rejestry zgłoszeń mieszkańców,
  • rejestry interwencji Straży Miejskiej,
  • dokumentację lotów drona,
  • kopie zawiadomień do policji,
  • zażalenia na umorzenia prokuratury,
  • dokumenty z kontroli.
To podstawowe materiały, które każdy urząd powinien prowadzić. Chodzi o zwykłe, gotowe dokumenty, które powstają w codziennej pracy jak rejestry zgłoszeń, interwencje Straży Miejskiej czy kopie zawiadomień. Coś co od dawna leży w segregatorze.  
Zamiast udostępnić dokumenty, urząd odpowiedział, że:
„żądana informacja nosi znamiona informacji przetworzonej” „udzielenie odpowiedzi wymaga ponadstandardowych czynności analitycznych”
A następnie dodał:
„jeżeli informacja nie istnieje lub została zniszczona…”
To zdanie w oficjalnym piśmie nie jest zwykłą formułą. To przyznanie, że urząd nie jest pewien, czy dokumenty, o których mówił publicznie, w ogóle istnieją.
Podobny schemat pojawił się już wcześniej m.in. przy interpelacjach radnych dotyczących wnioskodawcy zmiany planu zagospodarowania przestrzennego na Józefce.
W tamtej sprawie również udzielono odpowiedzi:
  • ogólnikowej,
  • nieprecyzyjnej,
  • pozbawionej konkretów,
Co więcej - zmiana planu jak wskazują eksperci mogła naruszyć nadrzędne Studium. To nie jest drobna nieścisłość. To naruszenie dokumentu nadrzędnego, które powinno wymagać pełnej, szczegółowej i transparentnej odpowiedzi.
W tym kontekście naturalnie pojawia się pytanie:
Skoro w sprawie odpadów mówiono o „mafii śmieciowej”, to dlaczego w sprawach planistycznych odpowiedzi są równie niejasne?
To nie jest zarzut - to logiczna konsekwencja powtarzalnych, wymijających odpowiedzi urzędu, które zamiast wyjaśniać, mnożą wątpliwości.

Kilka tygodni temu, podczas manifestacji przed Urzędem Miejskim, doszło do sytuacji, która dla wielu mieszkańców stała się symbolem obecnego podejścia władz do osób zadających pytania. Wszyscy pamiętamy: „Może się pan zamknąć!”
Nie chodzi o sam wybuch emocji, takie rzeczy zdarzają się wszędzie. Chodzi o to, że ten incydent wydarzył się w czasie gdy mieszkańcy coraz częściej zadają pytania.
W takim kontekście ten jeden okrzyk zaczął być odbierany jako metafora szerszego problemu: reakcji urzędu na dociekliwość obywateli.
To nie jest ocena konkretnej osoby. To obraz, który pojawia się w świadomości mieszkańców, gdy kolejne odpowiedzi urzędu są wymijające, niepełne lub niejasne.
Jak widać -wszyscy się raczej nie zamkniemy a pytań przybywa.

Analiza odpowiedzi urzędu pokazuje schemat działania, który można określić jako instytucjonalne zniechęcanie do dociekliwości:
-Mieszkańcy zadają konkretne pytania  (o dokumenty, które powinny istnieć).
-Urząd nie odpowiada na żadne z nich.
-Powołuje się na „informację przetworzoną”.
-Żąda wykazania „szczególnie istotnego interesu publicznego”, choć prawo tego nie wymaga.
-Sugeruje, że dokumenty mogą nie istnieć.
-Unika rozliczenia deklarowanych działań.

To nie jest pojedynczy incydent. To powtarzalny wzorzec działania.
Wniosek dotyczył informacji o środowisku, a te zgodnie z Konwencją z Aarhus oraz ustawą o udostępnianiu informacji o środowisku - muszą być udostępniane każdemu, bez konieczności wykazywania interesu publicznego. Środowisko jest interesem publicznym.
Mimo to urząd zażądał:
„wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego”
To działanie sprzeczne z przepisami i budzi poważne wątpliwości co do intencji.
To nie mieszkańcy wprowadzili do debaty publicznej pojęcia takie jak:
  • „mafia śmieciowa”,
  • „parasol ochronny”,
  • „sieć powiązań”.
Przedstawiciele władz opisywali:
  • „znikające protokoły”,
  • „układy w służbach”,
  • „naczelników policji pracujących później dla firm odpadowych”,
  • „brak reakcji instytucji”,
  • „mechanizmy blokujące działania miasta”.
Mamy prawo się bać, mamy prawo pytać.
Jeżeli więc przez lata przedstawiano mieszkańcom obraz miasta otoczonego „mafijnymi” strukturami, to naturalne jest pytanie: Czy problemem była rzeczywiście „mafia” na zewnątrz, czy może mechanizmy działające wewnątrz instytucji odpowiedzialnych za reagowanie?
A gdy podobnie ogólnikowe odpowiedzi pojawiają się również w sprawach planistycznych, trudno nie zadać kolejnego pytania: Czy „mafia śmieciowa” to jedyny problem tego miasta?
To nie jest oskarżenie. To refleksja wynikająca z powtarzalnych, wymijających odpowiedzi urzędu.
Zestawienie oficjalnych deklaracji władz Piekar Śląskich z odpowiedziami na wniosek o informację publiczną prowadzi do jednoznacznej oceny:
Urząd miejski unika udostępnienia dokumentów, które powinny potwierdzać deklarowane działania.
Zamiast odpowiedzieć na pytania mieszkańców, stosuje procedury, które nie mają zastosowania, i sugeruje, że część informacji może nie istnieć. To poważny problem z punktu widzenia przejrzystości działania administracji publicznej zwłaszcza w sprawach dotyczących bezpieczeństwa środowiskowego, planowania przestrzennego i zdrowia mieszkańców.
Pytamy przecież o to o czym sami mówią i piszą!
Wrócimy do tematu


Wróć do spisu treści