Przejdź do treści

Piekary Śląskie między pistoletem na kulki a pogardą dla mieszkańców

Pomiń menu
Pomiń menu

Piekary Śląskie między pistoletem na kulki a pogardą dla mieszkańców

PiekaryOK
środa 25 Mar 2026 · Czas czytania 11:30
„A MOŻE SIĘ PAN ZAMKNĄĆ?!” Piekary Śląskie między pistoletem na kulki a pogardą dla mieszkańców.  
Ponad 100 osób w samym środku poniedziałkowego szczytu. Mieszkańcy z każdej dzielnicy Piekar Śląskich zjednoczeni pod Urzędem Miasta. Czy doczekali się odpowiedzi? Nie. Czyli jak zwykle.

Część I: Manifestacja - Głos Miasta kontra Mur Milczenia
To nie była manifestacja „jednej ulicy”. 23 marca pod Urzędem stanęli obok siebie mieszkańcy Józefki, Brzozowic, Kamienia, Dąbrówki i Centrum. Mimo godziny, która zwykle rozprasza ludzi między pracą, szkołą i domem - 15:00, gdy większość piekarzan odbiera dzieci lub kończy zmianę frekwencja pokazała jedno: Piekary mają już dość. Atmosfera w centrum miasta była gęsta od emocji, a do protestujących spontanicznie dołączali przechodnie, którzy towarzyszyli nam przez kilkanaście minut. Kula śnieżna przestała być metaforą i stała się faktem.

Katalog „Grzechów” - co nam szykuje władza?
Mieszkańcy przyszli z konkretną listą zagrożeń, na które Urząd Miasta (UM) nie potrafi odpowiedzieć merytorycznie:
Śmieciowy biznes w Piekarach:
Planowane poszerzenie listy odpadów do rekultywacji aż do ponad 20 frakcji. Projekt uchwały to de facto logistyczne zaplecze dla biznesu odpadowego. Sporo „nowości” chce nam urząd dosypać w mieście, ale szczególnie niepokojący jest kod 01 01 80. W kontekście Dąbrówki Wielkiej, gdzie mieszkańcy głośno mówią o swoich obawach związanych z odwiertami i powrotem do eksploatacji złóż, ten zapis budzi szczególny niepokój. Chodzi o dopuszczenie niwelacji terenu przy użyciu odpadów o kodzie 01 01 80 (odpady skalne z górnictwa miedzi, cynku i ołowiu). Nie twierdzimy, że ktoś chce celowo truć miasto. Zadajemy jednak publiczne pytanie: Po co wprowadzać taki zapis do Planu Miejscowego? Dlaczego w katalogu 23 dopuszczonych frakcji znalazły się właśnie odpady poflotacyjne i skalne z wydobycia metali ciężkich? Akurat teraz? Lista „nowości” jest spora, więc wrócimy do niej przy innej okazji.
Kopiec Wyzwolenia - sacrum na sprzedaż?
Archidiecezja i Miasto mówią o „harmonijnym rozwoju”, ale we wnioskach widnieją bloki i panele fotowoltaiczne zaledwie kilkaset metrów od symbolu miasta. Tłumaczenie Kościoła, że pieniądze ze sprzedaży gruntów pójdą na remonty zabytków, brzmi jak szantaż emocjonalny. Czy ceną za remont Bazyliki musi być zniszczenie krajobrazu i ducha Kopca?
Dramat Józefki:
Na Józefce w ubiegłym roku doszło do brutalnej wycinki w czasie sezonu lęgowego. Bez inwentaryzacji, bez ekspertyz, ciężkim sprzętem. Zniszczono domy jeży, przetrzebiono miejsca lęgowe wróbli (to zwierzęta chronione, jeśli ktoś nie wie). Po co? Miasto sprzedało ostatni w pełni zielony kawałek dzielnicy pod budowę blokowiska. Nie są istotne 80-letnie drzewa, siedliska gatunków chronionych, historyczna struktura dzielnicy czy nawet zdrowy rozsądek i poczucie estetyki. Ma być wysoki beton w środku niskiej zabudowy. Zmiana MPZP w cieniu, dokumety opanowane w trybie ekspresowym, mieszkańcy nieświadomi. Do tego dochodzi tykająca bomba infrastrukturalna: specjaliści branżowi i architekci ostrzegają, że dotychczasowa kanalizacja nie udźwignie dodatkowych 150 mieszkań. Będzie nowa przepompownia? Kto zapłaci? Ogródki do „przycięcia” (gdzieś to trzeba przecież będzie postawić). Katastrofa komunikacyjna, katastrofa urbanistyczna - jednolita niska zabudowa warunkowana wręcz historycznie i wysokie betonowe bloki TBS. Komuś bardzo zależało, by właśnie tu je wybudować. Czy odbyło się to w pełni zgodnie z duchem prawa? Największym skandalem jest to, że Urząd posiadał wiedzę o błędach i, jak można odnieść wrażenie, nie udostępnił jej opinii publicznej. Do magistratu trafiła profesjonalna analiza przygotowana przez uznaną w Europie ekspertkę architektury i urbanistyki. Dokument ten to merytoryczny akt oskarżenia przeciwko obecnej polityce betonowania Józefki. Co zrobiła władza? Zamiast pochylić się nad rażącymi błędami, o których alarmuje światowej klasy specjalistka, dokument nie stał się elementem publicznej dyskusji. Wada prawna: Ekspertyza czarno na białym wykazuje rażącą niezgodność Planu Miejscowego (MPZP) ze Studium. To fundament, na którym opiera się „legalność” budowy bloków na Józefce. Skoro Urząd posiada taką opinię i mimo to brnie w inwestycje, trudno nie mówić o działaniu wbrew interesowi publicznemu. Czemu podpisano się pod „gniotem”? Plan zagospodarowania dla Józefki został zmieniony z rażącym pogwałceniem dobrych praktyk, byle tylko otworzyć drogę pod realizacje deweloperom, ignorując nadrzędne Studium. A kiedy pod Urzędem mieszkańcy pytali o zgodność planów z nadrzędnymi dokumentami, Pani Prezydent uciekała w stwierdzenia o „insynuacjach i wyobraźni”. To szczyt cynizmu. Władza, dysponując miażdżącą opinią ekspercką, patrzyła ludziom w oczy i milczała. Pani Prezydent na poniedziałkowej manifestacji wyraźnie unikała odpowiedzi na te techniczne pytania. Tymczasem fachowcy od infrastruktury, znający realia piekarskiej sieci, mówią wprost i bez dyplomacji: „gówna będą wybijały na domkach pod sufit”. (Dopisek redakcyjny: Sam pomysł wciskania takiej inwestycji w to miejsce jest, mówiąc językiem ekspertów po prostu gówniany).
Lipka zamienia się w „plac testowy”
technologii budowlanych bez ładu i składu - patodeweloperka w najczystszej postaci - gdzie się da upchnąć i co się da upchnąć. Lipka i Józefka stały się bliźniaczymi ofiarami tej samej choroby: wyrachowanej patodeweloperki wyciągniętej w pośpiechu prosto z urzędniczej czapki. To, co dzieje się na Lipce, to lustrzane odbicie dramatu Józefki - ten sam schemat, ci sami aktorzy i to samo lekceważenie głosu mieszkańców. Dwa adresy, jeden wyrok: Beton. Mieszkańcy wprost stawiają znak równości między tymi dzielnicami: „To, co państwo robicie w aspekcie Józefki, to się dzieje na Lipce tak samo! Czy ktoś w ogóle w tym urzędzie ma wyobraźnię?”. Scenariusz jest identyczny: plany przeznaczenia ostatnich terenów zielonych pod zabudowę deweloperską są przepychane „na rympał”. To nie jest przypadek. To świadoma strategia faktów dokonanych, realizowana za zamkniętymi drzwiami gabinetów, podczas gdy mieszkańcy pod oknami ratusza pytają o resztki tlenu i lasu. Analizując sytuację w obu dzielnicach, dochodzimy do gorzkiej konkluzji: betonowanie Piekar i Lipki nie jest działaniem przypadkowym ani incydentalnym. To wyrachowany proces. Piekary Śląskie pod obecnym zarządem stają się betonowym koszmarem. Każda wycięta brzoza i każdy upchnięty „z czapki” blok to kolejny gwóźdź do trumny miasta, które miało być przyjazne mieszkańcom, a staje się placem budowy dla wybranych projektów.
Dąbrówka: Życie na tykającej bombie
Podczas gdy Urząd Miasta serwuje opowieści o „rozwoju”, w Dąbrówce Wielkiej mieszkańcy słyszą dźwięk wierteł. Tu nie ma złudzeń co do skali zagrożenia: Tam również jest problem związany ze złożem cynku i ołowiu, jakie w tej chwili jest tam testowane. Trwają odwierty. Realny lęk o fundamenty własnych domów. Mieszkańcy Dąbrówki przyszli pod Urząd, bo czują się zostawieni sami sobie w starciu z potężnym przemysłem wydobywczym, który może zamienić ich dzielnicę w teren kopalniany. Urząd zamiast twardej deklaracji ochrony mienia mieszkańców, serwuje kolejne „testy” i „analizy”. To kolejna odsłona lekceważenia, na którą nie ma zgody. Jest za to  kod 01 01 80

Część II: Standardy Władzy – „Pistolety” i „A może się pan zamknąć?!”
Pani Prezydent chętnie sięga po metaforę „pistoletu na kulki”, twierdząc, że miasto zrobiło już wszystko, co się dało. Jednak analiza oficjalnego dokumentu „Informacji dotyczącej prowadzenia sprawy usunięcia odpadów przy ul. Konarskiego 2”, którą Krzysztof Turzański sam upublicznił na swoim blogu, rzuca na tę „bezradność” zupełnie inne światło. Okazuje się, że ten „pistolet” władza często sama sobie zacinała:
  • Kompromitacja z opłatą sądową: W październiku 2018 roku, gdy sprawa trwała już półtora roku, miasto złożyło wniosek o wyznaczenie kuratora dla spółki Servis Area. Sąd zwrócił wniosek, ponieważ urzędnicy... nie wnieśli stosownej opłaty sądowej. Czy to jest to „wszystko”, co dało się zrobić?
  • Festiwal uchylanych decyzji: Dokument potwierdza, że profesjonalny aparat urzędniczy latami miewał trudności z wydaniem skutecznej decyzji. Decyzje z 2017, 2019 i 2020 roku były seryjnie uchylane przez SKO. To rzuca cień na merytoryczną precyzję działań, przez którą mieszkańcy tkwili w martwym punkcie.
  • Refleks szachisty: Choć o braku zarządu w spółce miasto wiedziało już w marcu 2018 roku, to jeszcze w kwietniu 2024 roku – siedem lat później – Wydział Ochrony Środowiska wciąż był na etapie prośby do Biura Prawnego o „przygotowanie wniosku” o wyznaczenie kuratora.
To jedynie przykłady by zobrazować, że to „system” nawala a nie nasze władze.  

Strategia uniku: Te same schematy od lat Podczas manifestacji Pani Prezydent Umińska-Kajdan nie odpowiedziała merytorycznie praktycznie na żadne zadane pytanie. Zamiast konkretów, mieszkańcy usłyszeli utarte od lat schematy, które mają jeden wspólny mianownik: „Wszyscy są winni, tylko nie my”. To wygodna postawa, ogłosić światu swoją niemoc, by nie musieć brać odpowiedzialności za błędy własnego aparatu urzędniczego. Narracja o „robieniu wszystkiego, co się da” rozsypuje się w starciu z faktami. Drobiazgi - pistolecik nie wypalił.
Metoda na brak argumentów To, co zrobiła naczelnik Joanna Bańkowska, to nie był zwykły incydent – to był symboliczny upadek etosu urzędniczego. Kiedy mieszkaniec próbował dojść do głosu, domagając się konkretów w sprawie bezpieczeństwa i infrastruktury, usłyszał prosto w twarz: „A może się pan zamknąć?!”. To zdanie powinno zostać wykute nad wejściem do Urzędu Miasta jako nowe motto „dialogu” z mieszkańcem. Urzędnik, opłacany z naszych podatków po to, by nam służyć, w momencie konfrontacji z faktami wybiera takie słowa i próbę uciszenia obywatela. Gdzie podziali się ci „specjaliści i fachowcy”, o których z taką emfazą pisze na swoim blogu Krzysztof Turzański? Pod Urzędem, w świetle dnia, maski opadły. Zamiast merytoryki zobaczyliśmy arogancję. Jeśli jedyną odpowiedzią na obawy o „wybijające gówna” czy śmieciowy biznes jest uciszanie mieszkańca, to znaczy, że ta władza nie ma już nic merytorycznego do zaoferowania, na to wygląda.
Milczący Rzecznik: Rzecznik Maćkowski, który z definicji powinien budować dialog, stał obok jak statysta. To wymowne milczenie najlepiej obrazuje strategię urzędu: przetrwać, nie odpowiedzieć, zlekceważyć. On jedyny wygrał to spotkanie!

Piekary Śląskie: Miasto „ograniczonych”? Słuchając odpowiedzi (a raczej ich braku) podczas tego spotkania, trudno było uciec od gorzkiej refleksji: czy rządzący Piekarami uważają swoich mieszkańców za osoby „niepełnosprawne”? Strategia przemilczania niewygodnych faktów i brak transparentności sugerują, że w oczach włodarzy piekarzanie to jedynie statyści. Ta urzędnicza wyższość i traktowanie ludzi jak masy, której można wmówić wszystko od „pistoletów na kulki” po rzekome korzyści z robienia w Piekarach ogólnopolskiego składowiska poprzez zmiany w MPZP  jest po prostu upokarzające. Transparentność to nie łaska pańska, to wasz obowiązek. Mieszkańcy to nie debile!

Część III: Medialne wsparcie Turzańskiego - Urzędnik jako żywa tarcza
Kiedy pod Urzędem Miasta mieszkańcy mierzyli się z arogancją władzy, wiceprezydent Krzysztof Turzański uruchomił mechanizm „rozmywania tematu”. Ba, grunt przygotowywał już kilka dni wcześniej.
Tarcza z ludzi: Na trzy dni przed manifestacją Turzański opublikował post na swoim blogu, w którym zasłania się szeregowymi urzędnikami. Twierdzi, że krytyka to „atak na specjalistów”. To cyniczna gra. Nikt nie atakuje urzędników za to, że wbijają pieczątki. Atakujemy polityczne wytyczne, które ci ludzie muszą realizować. Szacunek buduje się merytoryką, a nie robieniem z podwładnych żywych tarcz. (Dopisek redakcyjny: o „specjalistach czytajcie wyżej”)
Ucieczka w geopolitykę: Wiceprezydent, zamiast odnieść się do konkretów dotyczących „śmieciowej listy” 23 frakcji odpadów, opublikował na swoim blogu tekst o „płonącej planecie”. Pisze o Ukrainie, Gazie i Iranie, sugerując, że nasze lokalne starania o czyste środowisko „tracą sens” w obliczu globalnych wojennych pożarów. To fascynujące zestawienie priorytetów: gdy pod oknem mieszkańcy Dąbrówki pytają o kod 01 01 80 (odpady z ołowiu i cynku), wiceprezydent 50-tysięcznego miasta wchodzi w buty globalnego stratega. To klasyczny unik i to tak słaby jak jak wymówka ucznia o psie (kocie), który zjadł pracę domową. Panie Prezydencie, my nie pytamy Pana o emisję spalin w Teheranie. Pytamy o Piekary. Wojna w Ukrainie nie jest winna temu, że w 2018 roku Urząd zapomniał wnieść opłaty sądowej w sprawie kuratora dla spółki odpadowej. Konflikt w Gazie nie ma wpływu na to, że Pani Naczelnik każe mieszkańcom „się zamknąć”. Wycieczki w „planetarne wypalanie” to próba ucieczki od odpowiedzialności za własne podwórko. To wygodne: mówić o globalnej bezradności, byle tylko nie odpowiedzieć, dlaczego pod płaszczykiem niwelacji terenu chce się nam sypać metale ciężkie, gazować mieszkańców spalarnią. Mieszkańcy Piekar nie żyją w „globalnej strategii” - oni żyją na Józefce, Lipce, Brzezinach i Dąbrówce. I to za te dzielnice, a nie za pokój na świecie, bierze Pan co miesiąc pensję z naszych podatków.
      
               
Matematyczna manipulacja: Turzański pozwolił sobie na uszczypliwość wobec grupy 100 osób pod Urzędem.
Zacytujmy co „popełnił” wiceprezydent:

I zupełnie nie rozumiem narracji, która próbuje nam się narzucać, że kilkadziesiąt osób manifestujących przeciwko ma ważniejszy głos, który powinien być uwzględniony niż tysiące mieszkańców, którzy oddali swój głos w referendum, których reprezentacja była… zbyt mała. " (koniec cytatu)

Zapomniał jednak dodać, że ta setka pod urzędem to o 92 osoby więcej, niż poparło jego plany w nieważnym referendum, które piekarzanie po prostu zbojkotowali. Bojkot to najsilniejszy obywatelski sygnał sprzeciwu. Tak, referendum za grube pieniądze „wygrało” 8 osób a nie mieszkancy. Mieszkańcy zbojkotowali sam pomysł tego tworu. Głupia swiadomosć prawda?

Co dalej? Kula śnieżna się toczy Pani Prezydent chwaliła się nowymi chodnikami i ścieżkami rowerowymi. My nie o to pytaliśmy. Nie damy się przekupić kostką brukową, gdy stawką jest zdrowie naszych dzieci i wartość naszych domów. Chyba jednak nie kupujemy narracji o płonącej planecie gdy 500 metrów od osiedla mają nam płonąć cudze śmieci.
Mieszkańcy kontra beton.  
PS. Odrobina prywaty: Dziękujemy klaunowi z fanpage „Piekarski Przegląd Absurdów” - wygląda na to, że jako obrazek zostaniesz z nami na dłużej - świat się smieje a o to chyba chodziło.

  


Wróć do spisu treści