Spalarnia w Piekarach czyli ciepłe słowa Prezydenta
środa 30 Lip 2025 · 6:15
W mieście narasta napięcie wokół planowanej budowy spalarni odpadów przy ul. Granicznej. Choć władze miasta i MPEC prowadzą kampanię informacyjną, społeczność lokalna coraz głośniej wyraża sprzeciw wobec decyzji, które zapadają bez szerokich i wiarygodnych konsultacji i analiz.
Opublikowany na blogu wpis prezydenta miasta, pełen sarkazmu i ostrych ocen, uderza w lokalnych radnych: „radni-nieporadni”, przedstawiając ich jako niekompetentnych, pozbawionych strategii i zdolności do dyskusji. Tymczasem mieszkańcy zadają jedno, zasadnicze pytanie: dlaczego nie są zapraszani do prawdziwej rozmowy, dlaczego pokazuje się jedynie same zalety tej planowanej inwestycji skoro to oni będą żyć w bezpośrednim sąsiedztwie potencjalnego zakładu?
Prezydent podkreśla, że decyzja o budowie spalarni nie leży w jego gestii, lecz należy do Rady Miasta bo to od niej zależy zmiana Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego. To radni się pod tą zmianą podpiszą (na Józefce nie musieli?...). Jednak trudno nie odnieść wrażenia, że taki przekaz jest wygodnym sposobem na uchylenie się od odpowiedzialności za kształtowanie polityki miejskiej i wypracowanie transparentnego procesu decyzyjnego, tym bardziej, że sam na każdym kroku podkreśla (prezydent) iż radni nie mają kompetencji.
Mieszkańcy w większości nie chcą tej spalarni. Obawy dotyczą m.in. . uciążliwego zapachu, emisji zanieczyszczeń, odpadów, wpływu na zdrowie oraz spadku jakości życia. Przeszłość przemysłowa Piekar Śląskich - obecność huty cynku, nielegalne składowanie odpadów, wycinka zieleni pozostawiła trwały ślad w świadomości mieszkańców teraz już tak łatwo nie dają się omamić. Mimo to, obecny przekaz władz skupia się niemal wyłącznie na prezentowaniu argumentów MPEC i promowaniu wizyt w podobnych instalacjach. Brakuje natomiast niezależnych ekspertyz, otwartych konsultacji społecznych, czy realnych mechanizmów włączenia mieszkańców w proces decyzyjny. Mamy jedynie kampanie informacyjną potencjalnego inwestora i nic więcej.
Kilka faktów, o których raczej cicho w przekazach: Podczas gdy w Piekarach mamy wielkie parcie na budowę spalarni odpadów, wiele krajów zachodnich ogranicza ich rozwój, stawiając na recykling, kompostowanie i gospodarkę o obiegu zamkniętym. Eksperci ostrzegają, że nadmierne inwestowanie w spalanie może nie tylko naruszać cele klimatyczne, ale również generować wysokie koszty dla mieszkańców. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Holandia, ich rola została ograniczona do utylizacji odpadów, których nie da się przetworzyć inaczej. Unia Europejska wymaga, by do 2035 roku aż 65% odpadów komunalnych było poddawanych recyklingowi.
Tymczasem w Polsce planowane spalarnie mogą pochłonąć nawet więcej niż pozostałe 35% — co stawia pod znakiem zapytania zgodność z unijnymi dyrektywami. A co u nas w Piekarach? By zakład był rentowny odpady i tak będą musiały być dowożone z zewnątrz i to w gigantycznych ilościach (w porównaniu do tego co generuje nasze miasto). Planuje się przetwarzanie 40 tysięcy ton rocznie przy maksymalnych możliwościach około 100 tysięcy a Piekary generują teraz około 18-20 tysięcy (gdzie reszta? - za miedzą; nawet bardzo odległą). Zostaniemy spalarnią dla tych, którym zależy by nie mieć u siebie ani śmieci ani spalarni (u nas „spoko” – godzimy się). Od 2028 roku spalarnie mają zostać objęte systemem handlu emisjami CO₂ (ETS). Oznacza to, że za każdą tonę spalonego odpadu trzeba będzie zapłacić - obecnie to około 86 euro, a prognozy mówią o wzroście do ponad 100 euro. Dla samorządów i mieszkańców może to oznaczać drastyczny wzrost kosztów ogrzewania i gospodarki odpadami a niekoniecznie oszczędności, które są teraz koronnym argumentem za.
Choć nowoczesne spalarnie wyposażone są w zaawansowane systemy filtracji, badania przeprowadzone m.in. w trzech lokalizacjach (Francja, Holandia, Hiszpania) wykazał obecność dioksyn, furanów, metali ciężkich i PFAS przekraczającą dopuszczalne normy UE w jajkach, wodzie, glebie i roślinach w otoczeniu spalarni. Związek Działań Środowiskowych UE potwierdza, że sektor gospodarowania odpadami, przede wszystkim spalarnie, jest największym źródłem toksycznych dioksyn; dzienna dopuszczalna dawka to zaledwie 1 pg na kg masy ciała, a nawet nowoczesne filtry nie eliminują emisji rakotwórczych dioksyn w sposób w 100 % skuteczny. Epidemiologiczne badania wokół spalarni Ariane w Nicei (lata 2005–2014) wykazały 2-3-krotnie wyższe ryzyko białaczki, mięsaka tkanek miękkich, szpiczaka i raka płuc u mieszkańców strefy narażenia w porównaniu z obszarami referencyjnymi, nawet po wprowadzeniu limitu emisji dioksyn w 2005 r. Długotrwała, nawet śladowa ekspozycja na dioksyny i furany wiąże się z zaburzeniami hormonalnymi, upośledzeniem odporności, wadami rozwojowymi u dzieci oraz zwiększonym ryzykiem nowotworów złośliwych przy minimalnych dawkach.
Filtry nie eliminują emisji w sytuacjach „other than normal operating conditions” (czyli w warunkach, które odbiegają od standardowej, stabilnej pracy urządzenia lub instalacji procesowej – czyli takich, które normalnie nie występują podczas rutynowej eksploatacji , co prowadzi do epizodycznych wyrzutów zanieczyszczeń do atmosfery (to sytuacje drobnych awarii, rozruchu i wyłączenia, przestoje, wycieki mediów lub substancji. To właśnie w takich momentach następują wyrzuty substancji toksycznych. W wielu miastach na zachodzie spalarnie budowane kilkanaście lat temu dziś są przedmiotem lokalnych protestów. Mieszkańcy domagają się zamknięcia instalacji lub ograniczenia ich działalności i tak też się dzieje.
W Polsce natomiast, mimo rosnącego oporu społecznego, kolejne samorządy wpisują spalarnie do swoich strategii energetycznych. Jak to zwykle w tym kraju godzimy się na stare technologie, na wszystko to od czego odchodzą bardziej nowoczesne społeczeństwa. To taka utylizacja zachodnich odpadów technologicznych, a my jak to my: przecież lubimy dać zarobić komuś na tym czego nie jest już w stanie u siebie sprzedać.
Alternatywy istnieją - za cenę jednej spalarni można wybudować kilkadziesiąt biokompostowni, rozwinąć system kaucyjny i poprawić selektywną zbiórkę odpadów (przed którą nie uciekniemy). Takie rozwiązania są nie tylko tańsze, ale też zgodne z polityką klimatyczną UE. W 2035 roku ta planowana spalarnia już będzie spychana na margines jako „niezgodna” z ekodyrektywami – nie spalanie a recycling.
Czyja to odpowiedzialność? Prezydent z rozbrajającą szczerością przyznaje, że… nie ma pojęcia, co zrobić. Radni są „nieporadni” też rozkładają ręce. Jedyna osoba, która ma jasny plan, to potencjalny inwestor – a jego wizja sprowadza się do jednego: zysk, zysk i jeszcze raz zysk (trudno się dziwić). W tle hałasują debaty, spotkania, wycieczki po spalarniach i wizje rozwoju, ale kiedy przychodzi co do czego, urzędnicy chowają się za brakiem kompetencji i potrzebą analiz (no więc na co UM czeka?)
Tymczasem mieszkańcy zostali potraktowani jak jacyś gapie na trybunach – mają sobie tylko patrzeć, jak ich miasto staje się zapleczem dla spalarni, o którą nikt ich tak naprawdę nie pytał. Nie ma ekspertów poza tym jednym panem inwestorem, nie ma rzetelnych analiz, jest za to obietnica „nowych miejsc pracy” (ilu? bo to chyba garstka będzie) i sterta czarnych chmur nad przyszłością naszego powietrza. Jeśli nie znajdą w sobie przyzwoitości ani odwagi (bo kompetencje (ich brak) mamy wyjaśnione), by podjąć tę decyzję, to najwyższy czas, by dali ją w ręce tych, których to naprawdę dotyczy. Niech to mieszkańcy ocenią, czy wolą oddychać łagodnym smogiem czy betonowym zyskiem inwestora. Referendum to jedyny sposób, by wyciągnąć władzę z bezradnych rąk i oddać ją w ręce tych, którzy naprawdę wiedzą, co w mieście piszczy.
Skoro brak kompetencji nie pozwala działać należy oddać działanie tym, którzy te kompetencje posiadają – przecież to proste.
Przydałoby się referendum a nawet dwa...
