Przejdź do treści

Józefka pod piłą

Pomiń menu
Pomiń menu

Józefka pod piłą

PiekaryOK
niedziela 13 Lip 2025 · Czas czytania 3:45
 
Józefka – spokojna, zielona dzielnica Piekar Śląskich, dotąd będąca enklawą ciszy i natury. Tereny zielone przy ul. Kamiennej, sąsiadujące z ogródkami działkowymi „Barbara”, stanowią nie tylko krajobrazowy atut miasta, ale i żywy ekosystem: schronienie dla ptaków, jeży, owadów, a przede wszystkim ostatni kawałek zieleni w miejskim krajobrazie, miejscem odpoczynku i lokalnej tożsamości. Ale w kwietniu tego roku ta równowaga została brutalnie naruszona.

Bez wiedzy mieszkańców. Bez zgody. Bez ekspertyzy. Bez pomyślunku!

Wycinka w środku sezonu lęgowego.
Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody, sezon lęgowy ptaków trwa od 1 marca do 15 października. W tym czasie obowiązuje BEZWZGLĘDNY zakaz niszczenia siedlisk — chyba że działania poprzedzone są ekspertyzą ornitologiczną, dendrologiczną i uzyskaniem stosownych pozwoleń. Tymczasem w kwietniu, bez jakiejkolwiek ekspertyzy, z terenu Józefki zniknęły krzewy i drzewa, które stanowiły potencjalne miejsca gniazdowania dla wróbli, kosów, sikor i innych gatunków chronionych.



 
To nie jest nadinterpretacja - wróbel domowy jest objęty ochroną ścisłą, a jego siedlisk nie wolno niszczyć. Taka wycinka nie była poprzedzona jakąkolwiek analizą. Nikt nie sprawdził obecności gniazd. Nikt nie zrobił inwentaryzacji drzew przed wycinką. Nikt nie sprawdził jakie gatunki uznały ten teren za swoje siedliska. Żaden wniosek legitymujący takie działania nie wpłynął do urzędu miasta. No to jak to z naszym „sadem” wyglądało? Zgoda na wycinkę jedynie drzew i krzewów niewymagających zgody – na to jest dokument (z UM). Bez wcześniejszej inwentaryzacji? A jakim sposobem nasi rajcy pozyskali wiedzę, które to z tych drzew i krzewów nie wymagały pozwolenia skoro nikt z urzędu nie przeprowadził inwentaryzacji?  
 
Drzewa, których nie da się zastąpić.
Na wyznaczonym do zabudowy terenie rosną drzewa, które pamiętają czasy przed PRL. Mają po 80–90 lat, rozłożyste korony, obwody przekraczające 300 cm. W warunkach prawnych, to wartości bliskie kryteriom pomnika przyrody. Choć nie zostały formalnie tak uznane, ich krajobrazowa i ekologiczna rola nie podlega dyskusji o tym samym mówi ekspertyza biegłego w tym temacie inżyniera leśnictwa (widzieliście ją nie raz). To nie były „zwykłe drzewa owocowe i krzaki”. To żywe punkty orientacyjne. Naturalna bariera dla wiatru, siedlisko dla ptaków, schronienie dla owadów, magazyn wilgoci w glebie na tych zalewowych terenach. Takich drzew nie da się „przesadzić”. Nie da się ich „zastąpić nasadzeniami kompensacyjnymi o wysokości 3-5m co deklaruje DOMBUD w dokumentacji (niepełnej zresztą))”. Ich wartość rośnie z każdym rokiem – w przeciwieństwie do wiarygodności tych, którzy decydują o ich losie.
 
Jeże i cisza, która znika.
Jeże to zwierzęta chronione, które na Józefce były stałym elementem wiosennego krajobrazu. Wychodzą z zimowych kryjówek właśnie w kwietniu – a ich główne miejsce bytowania to gęste krzewy i luźna roślinność, dokładnie ta, która została usunięta. Mieszkańcy informują, że od tej cholernej wycinki, biedaki uciekały w strone Zacisznej. I trudno się dziwić. Przez kilka dni błąkały się wyraźnie zdezorientowane ryzykując życiem na ulicach. Ale po kilku dniach wróciły… bo to wciąż „ich” miejsce. Choć zniszczone, nie takie jak dawniej, pozbawione osłony i znanych ścieżek — wróciły do siebie. Do resztek pamięci, do śladów, które pozostały – to ich dom i to nie w koncepcji TBS. Dbamy o nie – MY dbamy; dokarmiając, budując domki, które rozwalają traktory.



Urząd milczy lub omija fakty ale społeczność mówi głośno.
Mieszkańcy Józefki, niepytani o zdanie, zorganizowali marsz sprzeciwu, spotkali się z rajcami mają  wsparcie u organizacji przyrodniczych, ekspertów, specjalistów. Wykonali to wszystko czego nie zrobił urząd miasta. Nic się nie wydarzyło, wszystko jest realizowane zgodnie z przepisami, nie wiemy o jeżach, wróblach. Tak zapewnia nas UM – czyżby?
Milczenie to forma aprobaty – i mieszkańcy to rozumieją ale NIE APROBUJĄ!



Rozwój nie może oznaczać dewastacji. W imię betonu nie wolno niszczyć tego, czego nie da się odbudować.
„Dokąd nocą tupta jeż?” - jeszcze tupta przez Józefkę. Jeszcze.  
Pośród resztek krzaków, pod cieniem nielicznych drzew, wśród ogrodów. I tupta - nie dlatego, że ma wybór, ale dlatego, że to jego dom. Tymczasem drogi, które powinny go chronić, prowadzą w zupełnie inną stronę. Pokręcone ścieżki omijają problem, błądzą gdzieś między urzędniczą biurokracją a wygodnym milczeniem. A Piekarski Urząd Miejski zdaje się pytać nie „gdzie tupta jeż?”, lecz „jak uciszyć to jego tuptanie?”.


Wróć do spisu treści